loader img
Top

Misje w Zambii

  • Masansa

  • Środa 24 stycznia 2018

Drodzy Przyjaciele

W ostatnim liście, wspominałem, że obecna pora deszczowa charakteryzuje się sporymi przerwami pomiędzy opadami. Niestety w styczniu te przerwy jeszcze bardziej się wydłużyły. W Masansie co prawda kilka razy popadało, ale w zeszłą niedzielę odwiedziłem jedną z naszych stacji, gdzie ostatni deszcz spadł 27 grudnia, czyli cztery tygodnie temu. Tak długi czas bez opadów, może zagrozić tegorocznym uprawom. Jeśli potrwa dłużej, to Zambii może grozić głód.

A jeszcze niedawno wszystko wskazywało na to, że obecna pora deszczowa będzie obfita. Kiedy w dzień Bożego Narodzenia po Mszy w Masansie jechałem by odprawić Mszę na stacji, po drodze złapał mnie tak obfity deszcz, że momentami droga przypominała rwącą rzekę. Musiałem włączyć napęd na cztery koła i jechać bardzo wolno, bo nigdy wtedy nie wiadomo, co w takiej wodzie może się kryć, jak głębokie są kałuże, czy jest błoto, czy jakieś inne przeszkody. Jednak teraz po buszowych drogach jeździ się znowu jak w porze suchej, to znaczy, za samochodami unoszą się tumany kurzu.

Ubiegłoroczne Boże Narodzenie, a może bardziej Wigilię Bożego Narodzenia, która przypadała w IV Niedzielę Adwentu, zapamiętam z szczególnego powodu. Po raz pierwszy w Zambii odprawiłem jednego dnia trzy Msze święte. Każdy polski ksiądz powie, że to nic niezwykłego, ale tutaj jest inaczej. Rano o 8.30 była jak zwykle niedzielna Msza w Masansie, potem wyjazd na stację. Nie było daleko więc wróciłem około 16.30. Pokibicowałem trochę kobietom i młodzieży, którzy akurat kończyli dekorować kościół. Ledwo w domu zasiadłem do brewiarza, poproszono mnie z sakramentem chorych do umierającego parafianina. Kiedy wróciłem został mi tylko czas na dokończenie brewiarza, bo trzeba było znowu iść do kościoła rozpocząć spowiedź. Bowiem o godzinie 20.00 młodzież zaczynała w kościele przedstawienie o Bożym Narodzeniu. Po nim była Pasterka (tu się odprawia wcześniej), którą skończyliśmy po godzinie 23.00. Spać położyłem się już po północy. W Polsce ludzie zaczynali się wybierać na Pasterki.

Ostatnie miesiące ubiegłego roku, był to czas wyborów, nie tylko w naszej parafii, ale i prawdopodobnie we wszystkich diecezjach Kościoła Katolickiego w Zambii.

Nie tylko każda stacja, ale każda działająca przy parafii grupa, czy mała wspólnota chrześcijańska ma swój zarząd z: przewodniczącym, jego zastępcą, sekretarzem i jego zastępcą, skarbnikiem i zastępcą, oraz dwoma członkami zarządu. Wyboru dokonuje się na trzyletnią kadencję.

Wybierano więc na poszczególnych szczeblach struktury parafialnej, by na końcu wybrać egzekutywę parafii. W czasie tych ostatnich wyborów pokazała się też w całej swej głupocie ideologia gender, która niestety do Zambii też już dociera. Na razie pod płaszczykiem równości płci.

Otóż zgłaszano po trzech kandydatów na każde stanowisko. Zwycięzca zostawał przewodniczącym, a osoba z drugą ilością głosów automatycznie jego zastępcą. W wyłonionej w ten sposób egzekutywie znalazło się pięciu mężczyzn i jedna kobieta (skarbnik parafii), choć wśród kandydatów były ich w sumie trzy. Na koniec pozostało jeszcze wybrać dwóch członków zarządu, zwanych także mężami zaufania. Ze strony Old Mkushi wybrano kobietę, ze strony Masansy mężczyznę. Na to wstała jedna z naszych parafianek i stwierdziła, że w tym gremium jest za mało kobiet i jako drugiego męża zaufania należy wybrać również kobietę. I tak też zrobiono.

Czysty idiotyzm!!! Przecież wcześniej tych wszystkich kandydatów na odpowiednie stanowiska, ktoś zgłaszał. Potem na nich głosowano uznając ich za kompetentnych do pełnienia tych funkcji, bo to chyba powinno mieć zasadnicze znaczenie przy wyborach. Wszystko po to, by na końcu zamiast doskonale nadającego się do tej konkretnej funkcji mężczyzny, wybrać kobietę, tylko dlatego, żeby ich reprezentacja w tym gremium była większa. Czyli zapomnijmy o kompetencjach, zapomnijmy, że sami wcześniej dokonaliśmy konkretnych wyborów, bo na końcu najważniejszym kryterium jest, że musi to być kobieta.

Absolutnie nie jest moim zamiarem jakakolwiek dyskryminacja kobiet. Doceniam ich wielkie zaangażowanie i rolę w Kościele. Podziwiam ciężko pracujące Zambijki, które znajdują jeszcze czas na to, by brać aktywny udział w życiu swoich parafii. Jeśli akceptujemy prawidła demokracji, to pozwólmy jej działać.

Na koniec odrobina humoru. Udzielałem sakramentu chrztu na stacji. Katechista przygotował mi taki zbiorczy formularz zgłoszeniowy. Jako rodziców chrzestnych wyznaczono pewne małżeństwo z zaznaczeniem, że kobieta będzie matką chrzestną dla dziewczynek, a mężczyzna dla chłopców. W Zambii wystarczy jeden chrzestny. Kiedy później wpisywałem te chrzty do księgi chrztów odkryłem, że jedno z dzieci ma na imię „Bwalya”, które może nosić zarówno chłopak, jak i dziewczyna. Nie wiedziałem więc, którego chrzestnego przypisać. To miało także poważniejsze znaczenie, bowiem płeć chrzestnego wskazuje również na płeć dziecka.

Z darem modlitwy

Ks. Marek Masansa 24.01.2018