loader img
Top

Misje w Zambii

  • Masansa

  • Czwartek 24 maja 2018

Drodzy Przyjaciele   

Jesteśmy już po połowie maja i zambijska „zima” zaczyna pokazywać swoje „zęby”. Jeszcze we wtorek 15 maja siedzieliśmy sobie wieczorem na werandzie w krótkich rękawkach z księdzem Piotrem Kołczem, który zajechał do Masansy w drodze na spotkanie dekanalne do Mkushi. Jednak już w następny piątek rano temperatura spadła do 13 stopni, a wieczorem na koszulę z krótkimi rękawami można było tylko popatrzeć.

Jest w Zambii czas, że żadne okrycie na noc nie jest potrzebne, ale teraz raczej trzeba będzie rozglądnąć się za drugim kocem, bo jeden może nie wystarczyć.

Dla nas temperatura plus 10 stopni Celsjusza to nic strasznego, ale dla naszych zambijskich parafian, to bardzo trudny czas. Widać to nawet po frekwencji w kościele. Wstać o chłodnym poranku, umyć się w zimnej wodzie, a potem jeszcze maszerować w chłodzie, to może być wyzwanie, które może zachęcić do pozostania w domu. Zresztą jest i kolejny powód, który ostatnio ma swój udział w niższej frekwencji na Mszy świętej. To czas żniw. Wielu naszych parafian ma swoje pola dość daleko od Masansy i nie opłaca im się wracać na niedzielę do domu. Poza tym trzeba także pilnować zbiorów, aby się nie znaleźli amatorzy łatwego zysku.

W tym roku mimo styczniowej przerwy, pora deszczowa nie była najgorsza. Przynajmniej w naszym rejonie Zambii. Luty i marzec z nawiązką uzupełniły styczniowe niedobory deszczu. Nasi parafianie są więc na ogół zadowoleni z tegorocznych plonów. Również z powodu tegorocznych cen soi i kukurydzy, które są o jakieś 50 procent wyższe niż w roku ubiegłym.

Dla nas czymś oczywistym jest, że w każdym kościele jest Najświętszy Sakrament. Cały wystrój świątyni jest skoncentrowany na tym, aby pomóc w uwielbieniu Tego, który mieszka w tym świętym miejscu. Kościół w Masansie, który nasi parafianie budowali przez prawie 10 lat, kiedy jeszcze była tu tylko stacja dojazdowa, jest w miarę zadbany. Chociaż mankamentów nie brakuje. Dach przecieka miejscami (ale tylko w porze deszczowej), niektóre cegły są miękkie, bo nie zostały dobrze wypalone i łatwo forsują je termity. Generalnie jednak dobrze służy naszej społeczności. Co najważniejsze ma tabernakulum z Najświętszym Sakramentem – mieszka w nim Jezus!

Jaki to skarb, przebywać w realnej obecności Jezusa, uświadomiłem sobie, kiedy jakiś czas temu przebywałem dłużej poza Masansą. Przyjechałem na miejsce późnym popołudniem. Odprawiłem Mszę i właściwie był już wieczór. Następny dzień rano zacząłem od Mszy, ale kiedy o 15.00 poszedłem do pustego kościoła odmówić Koronkę do Bożego Miłosierdzia, uświadomiłem sobie, jak ubogie to miejsce. Prosty krzyż na ścianie. Podniszczony, mający swoje lata, niewielki obraz przedstawiający Świętą Rodzinę. Takiż sam Bożego Miłosierdzia. Popękane ściany, nieszczelny dach, przez który wpadały do środka promienie słońca z wirującymi w nich smugami wszechobecnego kurzu. Jak bardzo temu miejscu było daleko do estetyki, która nam się kojarzy ze świątynią. Jednak chwała Boża rozbrzmiewa tam może z większą mocą, niż w naszych zadbanych kościołach.

Niedawno na jednej ze stacji wracała do sakramentów pewna kobieta, która przez ponad 30 lat była drugą żoną, też zresztą katolika. Z tego właśnie powodu nie mogła do sakramentów przystępować. Odczytałem na Mszy wobec wszystkich list przygotowany przez proboszcza parafii, w której mieszka mąż, że to małżeństwo zawarte w tradycyjny sposób zostało anulowane, a rodzina tej kobiety oddała otrzymane, jako dar ślubny pieniądze. Potem złożyła ona wobec wszystkich wyznanie wiary, a po Mszy także swój podpis pod tym dokumentem. Jako, że jeszcze przed Mszą przystąpiła do spowiedzi, mogła znowu zacząć przyjmować Komunię świętą.

Jak widać na załączonym przykładzie takie sprawy w Zambii traktuje się bardzo poważnie. Publiczny grzech wymaga publicznego naprawienia.

Jakiś czas później, na innej stacji zadano mi pytanie: „Czy może wrócić do sakramentów, ktoś, kto trwale rozbił małżeństwo?” Bowiem pewien katolik żył jakiś czas z żoną innego. Potem ją zostawił, jednakże mąż nie chce jej przyjąć z powrotem. Z naszego „europejskiego” punktu widzenia sprawa byłaby prosta. Winowajca powinien przystąpić do spowiedzi, odprawić pokutę i sprawa załatwiona. Jednakże tutaj, taki przypadek traktuje się o wiele poważniej. Jak bowiem może przystępować do Komunii ktoś, kto swoim grzechem spowodował stale trwające rozdarcie?

Na koniec coś lżejszego kalibru. Jeszcze dwa lata temu spotkać w Masansie kobietę w spodniach było czymś niemożliwym. Oczywiście w Lusace, czy nawet w Kabwe się zdarzało, jednak prowincja broniła się przed tą modą dzielnie. Pierwsze odważne zaczęły pojawiać się w Masansie jakiś rok temu. W tym, to już prawdziwy wysyp. Może jeszcze nie na skalę masową, ale widok to coraz częstszy. Na szczęście do kościoła tak ubrane jeszcze nie przychodzą. Tu trzeba ubierać się poprawnie. Przypuszczam, że kobieta w spodniach nie zostałaby w ogóle przez nasze służby porządkowe wpuszczona.

Z darem modlitwy.

Ks. Marek        Masansa, 24 maja 2018